Na to Boże Narodzenie niech Wam się dzieje najpiękniej :)Spokoju,radości,miłości i zdrowia życzę Wam wszystkim z całego serca.
Laura
Materiał poglądowy dla wszystkich Pań. Się trzeba nauczyć na pamięć i stosować. Warunek jeden-nie wolno chłopa do głosu dopuścić przed . Potem go zatka na amen .
Ale później i szczerze mówiąc nikogo nie namawiam.
Ogromnie przepraszam,że nie odpowiedziałam na żaden komentarz,ale żywcem nie starczyło mi czasu,a szkoda. Bardzo mi miło,że moja ciężka depresja płynąca z wpisu tak szalenie Was rozbawiła. Zalew empatii postawił mnie na nogi. Bogu dziękować,że nie mam pryszczycy,bo niektóre z Was rozbolałaby przepona ze współczucia,ehhh….
Gniazda marabuta też nie pokażę,bo-darujcie,jakieś resztki godności muszę zachować. Uklepuję pracowicie toto na łbie i da się żyć. Chwała niebiosom,że narazie ciemno. Usprawiedliwień dla Mikołaja nie przyjmuję do wiadomości. Leser,nierób i opierdalacz jest bez dwóch zdań. Taki on święty jak ja baletnica.
Polatam sobie codziennie po blogach i mnie trafia. Wszędzie coś się dzieje i tworzy. Ja owszem dzieję. Co ja dzieję mój Boże!!! Oj ile nadziergałaaaam!! Na przyszłą zimę będzie jak znalazł :/ No owszem,mogłabym sie zaprzeć i dziergać mimo lecącego łba. Mam jednak wrażenie,że z drutem w oku,nawet jeśli ten drut to Knit Pro z żyłką,mogłabym wyglądać zdecydowanie źle. Mogłabym udawać ,że to taki lans,ale nikt nie uwierzy ,że aż taka awangardowa jestem. W związku z powyższym pyknęłam sobie dwie banieczki. Plastikowe nie wysokoprocentowe. To moje pierwsze,więc mi tu proszę nie wybrzydzać.Powiem tylko,ze po wykończeniu bombek świeciłam jak latarnia morska. Mikrokulki i brokat miałam wszędzie. No prawie.
Tadaaam!

Rozświetliłam chałupę w celu wykonania zdjęcia tak dosadnie,że samolotom się myliła z Balicami. Nie doszło do lądowań na szczęście. Bombki świecą się jak psu…nos,ale niestety tego nie widać. Jeszcze jedna się suszy. A dwie czekają na wenę. Jak się domyślam oznacza to,że do przyszłego roku poczekają.
Powrót z pracy ostatnio miałam szalenie rozrywkowy. Nawalonych gości w komunikacji miejskiej zna każdy użytkownik. Żadna afera. Śpiewających też. Ale :
czyściuteńki
w białych półbucikach
spodenkach w kancik
CYGAN!
nabrzdryngolony jak działo
palący długie papierosy
i śpiewający po…
SŁOWACKU!
Przysięgam-przeżycie niezapomniane.
Jeszcze dzisiaj tu wrócę ;)
Zaplanowałam sobie tę środę od świtu do zmierzchu i…musiałam zmienić plany. Paczuszka od Jednoskrzydłej jeszcze w drodze,skype od rana nie wpuszcza w swoje podwoje,więc trzeba było zmienić plan zajęć. Spokojnie-NIE SPRZĄTAŁAM :))) Nie robiłam też żadnej rzeczy,którą pewnie powinnam. Wykończyłam za to dwie pary mitenek i dwa komino-szale dla Oleńki. Wyglądają tak:
Nawet jestem zadowolona,chociaż z zakładaniem tego śliwkowego będą pewne perturbacje ze względu na jednostronny wzór,ale wierzę,że Oleńka sobie poradzi. Poza tym jak u wszystkich-moja doba jest stanowczo za krótka. Całe mnóstwo czasu zajmuje mi zajęcie zrobkowe,które lubię z dnia na dzień coraz mniej. A właściwie już wcale. W związku ze zmianą podejścia do życia o której pisałam ostatnio poprawiła mi się ostrość widzenia. To,co widziałam na różowo ma naprawdę kolor starego lukru. Robienie innym koło dupy (za przeproszeniem) jest dla mnie zbyt ciężkostrawne. A walka z powyższym z góry skazana na porażkę. Ludzie lubią ten lajf,ale ja dziękuję. Nieumiejętność przystosowawcza zaczęła się już objawiać bólami brzucha .Jakoś przetrwać muszę. Z głęboką wiarą,że za jakiś czas wszystko się zmieni i zapomnę.
Idę lepić aniołki z masy solnej. A co! Se spróbuję i może nawet mi wyjdą ;)
Malutka prywata . Otóż wyczytałam przez przypadek,że ten nie najszczęśliwszy okres w moim życiorysie obecnie, mogę zawdzięczać pewnej planecie. To jak grzecznie poproszę:
PANIE SATURN! WY…Ć Z MOJEGO NIEBA!
z góry uprzejmie dziękuję.