Proszę się nie zapisywać :P
środa, 1 września 2010
wtorek, 31 sierpnia 2010
Lubię.
Iga i Ata zaprosiły mnie do zabawy w “Lubię”. Mam lekką alergię na te blogowe zabawy,ale co mi tam,się wezmę i udzielę,choć i tak juz za dużo o mnie wiecie :P
Dziesięć ma być? To lecimy:
-słodycze,najlepiej czekoladę,albo czekoladowe,albo z czekolady
-białą porcelanę,z naciskiem na białe ,porcelanowe figurki,bez ozdóbek czyli domalowań. BIAŁĄ i już. Nie mam nic w tym rodzaju,ale kiedyś…
-czytać książki,a jak nie mam na podorędziu książki może być nawet etykieta na czymkolwiek. Nawet papierze toaletowym. Lubię składać literki :) poprostu.
-burze,z piorunami najlepiej
-patrzeć w chmury
-zapach łąk
-maki i chabry
-dźwięk pilarki do drewna (mogłabym mieszkać w tartaku!)
-szperanie po blogach
- samotność,taką cichą ,wieczorną,spokojną…
Teraz najgorsze,bo jak znam te osoby to mnie znielubią,ale zaryzykuję. Jakby się Wam chciało kobitki skrobnąć co lubicie to proszę
Daga
Sprężyna
Egunia
Fouzune
i…chyba tyle,bo cała reszta już została wciągnięta zdaje mi się :) Naciskać nie będę,więc pozwólcie,że z wymogu o nawoływaniu w komentarzach nie spełnię.
A poza tym meble skręcone. Te co dojechały,bo na resztę czekamy. Ciche dni w związku z tym i dobrze,nie narzekam. Wczoraj jeszcze prace rolne wykonywałam ,więc po wakacjach generalnie jestem zmęczona jak pies i …też nie narzekam.Marzy mi się tylko święty spokój. Dlatego sobie podrutuję teraz. O!
środa, 25 sierpnia 2010
wyznanie uzależnionej
Jest źle,bardzo źle. Odkryłam nową jednostkę chorobową,nazywa się „syndrom pustego kołowrotka”. Czesanki ,jak łąka pszczółki Maji - gdzieś są,lecz nie wiadomo gdzie,czyli w drodze. W tym poczuciu kompletnego osamotnienia odizolowałam się od otoczenia maksymalnie,zero kontaktu. No prawie zero. Jakbym miała mało robótek na drutach zaczęłam następną plus na szydełku nie wiadomo co z elementów,a nienawidzę robić z elementów.
I wymalowałam wejściowe drzwi,na ciemny orzech. Farbą która ma tendencję do rozsmarowywania się po okolicy,skutecznie zresztą. Zmywa się pastą BHP póki nie wyschnie. Jak wyschnie zostawia tatuaż. Permanentny. Powyżej linii rękawiczek mam kropki,dużo kropek,ale nic to. I piegi dwa. A miało nie pryskać...
Wysprzątałam wszystko co się dało i gdzie się dało. Nuda. Na szczęście naczelnik więzienia zarządził wymianę mebli,więc przez najbliższe dwa dni utyram się jak dzika świnia,porozwiązuję łamigłówki pt. gdzie to wkręcić i do czego ta decha półka czy drzwiczki?? I bardzo mi się podoba to moje zamiłowanie do śrubokrętów bo przynajmniej nie muszę gotować. Do gotowania niestety nie mam zamiłowania.
I zrobiłam w decu zegar,bransoletkę i ramki. Dziś bransoletka. Kiczyk jak cholera,ale już tęsknię za latem , więc stokrotki i inne kwiecie wysoce pożądane jest. Jeszcze parę szlifów,kilka lakierowań i będzie git .
Humor mi się nie poprawia nadal. Wyrzucę radio przez lufcik jeśli jeszcze raz w ciągu najblizszych dwóch godzin usłyszę piosenkę pani Markowskiej o ciężkim i wzruszającym losie kobiety lekkich obyczajów. Już wolałam sto razy dziennie słuchać „Zamykam oczy ,które chciałem Ci dać”,innego wykonawcy. Już wiem dlaczego raczej nie słucham polskich piosenek “na topie”. Zabijają mnie głównie tekstami. Zagranicznych na szczęście nie rozumiem i mogę nie trawić wyłącznie muzycznie :)
Końca urlopu pewnych osób pragnę, będę mogła spokojnie wyłączyć to pudło.
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Skubana
Pamiętacie sfilcowaną farbowaniem czesankę? Tą samą ,ktora skubałam centymetr po centymetrze? Udało mi się uprząść z niej nić zdatną do wrzucenia na druty. Wrzuciłam i wydziergałam chustę. To przez dłuższy czas będzie ostatni wyrób z gatunku szalowo- chuścianych. Nudzę się przy tym rodzaju robótki niemiłosiernie. Diabli mnie zaczynają brać na etapie ozdobnej lamówki bez względu na rozmiar. Ostatnie dwa rzędy zajmują mi niewiele mniej czasu niż cala reszta. Marzy mi się ogromna chusta,taka w którą można się owinąć ,ale nigdy nie starcza mi cierpliwości i kończę wersją mini. Dam sobie spokój. Chyba ,ze trafię na coś co będzie ładnie wyglądało z grubej włóczki. Narazie czuję się zniechęcona.
Echo shawl popełniony dzięki opisowi Myszopticy. Opis genialny,zwalniający z myślenia. Coś co wymaga myślenia będzie możliwe, mam nadzieję ,już niedługo. Poczekam tylko aż tabletki na pamięć i koncentrację zaczną działać ;))
A jagodową tunikę pokażę na ludziu ,obiecuję już za chwileczkę,już za momencik ;)
poniedziałek, 2 sierpnia 2010
Popełnione
Wreszcie mi się udało skończyć. Miało być zwyczajnie i jest. Jagodowa “Sonata” to jest jednak to co lubię najbardziej. Zezwłok,bo fotograf pod namiot pojechał.
Zezwloki zawsze wyglądają marnie. A ten dodatkowo jeszcze mokry,ale trudno.
Odstawiłam kołowrotek w celu uporządkowania krajobrazu. Albowiem krajobraz wygladał fatalnie. Przesada w jakimkolwiek działaniu prowadzi do destrukcji. Babcia zawsze mówiła- co za dużo to i krowa nie zeżre- i miała słuszność. Dom zaczął zarastać. Szyby wyglądały jak z pleksi potraktowanej papierem ściernym,gora prasowania zaczęła konkurować o palmę pierwszeństwa z Mont Everestem,a moje dziecko osobiście robiło sobie pranie przed wyjazdem. Zgroza. Ocknęłam się zanim Sanepid do spółki z Opieką Społeczną zapukał do drzwi w asyście policji. Został mi jeszcze ogród na dzisiejsze późne popołudnie. Obawiam się,że w tych chaszczach mam już dwie rodziny orangutanów,stado bażantów,żubra i plemię turkucia podjadka. Jeszcze jeden deszcz i do końca ogrodu bez maczety nie przejdę. Wieczory zarezerwowałam na druty i choćby ogloszono stan klęski żywiołowej nic mnie z fotela nie ruszy. Można mnie ewentualnie wynieść,tylko tak,żeby mi motek nie uciekł. Sama się nie ruszę.
Dziękuję za maile i obiecuję nadrobić zaleglości w odpisywaniu. Poślizg w tej czynnosci jest spowodowany fiksacją łączy internetowych . Ale w tym mojej winy już niema za grosz ;))
czwartek, 22 lipca 2010
Wyniki
Kochane moje będziecie mi musiały uwierzyć na słowo. Znaną metodą random.org dokonałam losowania. Okienka Wam nie pokażę,bo mnie trafił szlag,że nie umiem tego skopiować na bloga,wobec czego ową stronę opuściłam obrażona. Wylosowało mi numer komentarza 55. Jesli umiem liczyć padło na Rybkę,którą poproszę o maila z adresem. Przesyłkę wyślę w przyszłym tygodniu,za opóźnienie przepraszam,ale trochę mi się pitoli w krajobrazie i muszę sobie ustawić perspektywę. Z tego też powodu na chwilę zamilknę,niestety nie na długo ;)
Zamierzam zorganizować jeszcze jedną rozdawajkę we wrześniu,więc zaglądajcie czasem.
To ja się zmywam.
piątek, 16 lipca 2010
nerw
Staram się unikać okołosklepowych tematów,ale teraz zdecydowałam,ze jednak. Maili dostaję mnóstwo,wiele bardzo sympatycznych,sporo z pytaniami,zdarzają się i kurioza. Ponieważ większość z Pań deklaruje się jako czytelniczki bloga ułatwię sobie życie i odpowiem tutaj. Najczęściej odpisuję, wyjątkowo telefonuję,jeśli mam numer w danych sklepowych,ale nie ze wszystkim dam radę. Zresztą zamierzam się odrobinę wyzłośliwić,ale tylko odrobinę .
Temat główny –przędzenie. Nie,niema w tym żadnych wielkich tajemnic. Budowanie mostów jest, zapewniam, trudniejsze. Czego potrzeba? Kołowrotka. Najlepiej nie kupionego na allegro ,chyba ,ze ktoś jest pewny sprzedawcy,lub potrzebuje tylko kwietnika vel durnostojki. Do tego czesanki,które już można kupić w niektórych miejscach w sieci. O tym jakiej jakości są najlepsze czesanki pisało już parę osób o ile się nie mylę,można pogrzebać do czego zachęcam,bo tu odrobina wiedzy się też się przydaje. O tej wiedzy piszę w kontekście maila w tonie mniej więcej takim „ marzy mi się jedwabny szal,ale jedwab jest bardzo drogi i pomyslałam ,że mogłabym zrobić go sobie sama” . No więc nie polecam. Uprząść czysty jedwab tak by się nadawał do użytku wymaga sporych umiejętnosci. Zapewniam,że to nie jest jeden ciąg gladkiej czesanki „samosięrobiącej”. Ile łez polecialo nad mieszanką merino z jedwabiem wiem tylko ja,i dziewczyny które wzięły toto pierwszy raz w ręce. A jedwabiu w mieszance było tylko dwadzieścia procent. Czego jeszcze potrzeba? Czasu . W zalezności od tego z jakim gatunkiem czesanki mamy do czynienia,czy robimy pojedynczo czy chcemy podwójną nić,lace ,czy „artystyczną” –na samo uprzędzenie dziesięciu deko schodzi ok. . 6-7 godzin. Czasem jest to osiem,czasem pięć to zależy. Nie jest to zajęcie na seans filmowy. Proszę doliczyć do tego ewentualne farbowanie ,konieczne po uprzędzeniu i nawinięciu na motowidło- pranie itp.,itd. Jak się wczytać w blogi innych prząśniczek to padają tam czasem konkrety ile dni zajęło przygotowanie wełny. Cierpliwość też się przydaje. Porównanie z robieniem na drutach nie do końca jest trafione. Przyznam,że druty potrafią mnie czasem wyprowadzić z równowagi. Kołowrotek jeszcze nie, więc może działać różnie. No i- gdybym miała małe mieszkanie,berbecia plus kota czy psa to bym sobie darowała. Czesanka ma własciwości lotne. Ale można i tak,jak ktos lubi :).
A teraz krótko
1) Twórczyni spinek do szali jest anonimowa na własne życzenie,więc proszę wybaczyć...
2) Czesanki kupuję w sieci,naprawde do znalezienia
3) Nie mam pojęcia ile Dagny bierze za wydzierganie szala
4) Nie mam również bladego pojęcia ile kosztują wełny Kocurka i Fanaberii
5) Zamotana Ula nie jest moją konkurencją ,ale psiapsiółą od serca,proszę to wziąć pod uwagę :/
6) Nie mam żadnej wiedzy na temat stanu majątkowego w towarze e-dziewiarki , a co mojego zdania na temat sklepu- kupowałam raz,bez zarzutu. Porządna ,profesjonalna robota. A ! I śpię całkiem dobrze
W punktach 3 i 4 polecam skorzystanie z maili na stronach wymienionych osób i kontakt osobisty. Zapewniam ,że Panie odpisują . W razie konieczności zachowania anonimowości wszystkie trzy Panie maja konta na Etsy. Można się z lekka zorientowac w sytuacji.
Komentarz do „Chciałaby sobie tak siedzieć w domu,nic nie robić i zarabiać krocie” sobie zwyczajnie daruję.
Powiem tak,napisałam ten post bo trafil mnie szlag. Znakomita większość moich klientek to równe ,fajne kobitki,często baby z jajami. Zdarzają się rodzynki jednak i one czasem odbierają mi chęci do zaglądania w pocztę. Próbowałam sobie tlumaczyć,że jestem przewrażliwona,ale doszłam do wniosku,że to bez sensu. Lubię ludzi,zalezy mi na ich sympatii,ale nie za wszelką cenę. Mam nadzieję,że wlaściwe osoby poczują się urażone i dadzą mi spokój.
A Panią Sylwię, z którą wczoraj rozmawiałam telefonicznie zapewniam,że ta rozmowa absolutnie nie miała wpływu na mojego dzisiejszego nerwa ;) . To zwykły zbieg okoliczności.

